niedziela, 25 marca 2012

'Bezgrzeszne lata' / 'Straszliwe przygody'

Krótki prolog: Niedzielą dwudziestego piątego dowiedziałam się, że Tomek stracił niedawno prawie wszystko, co ja u siebie i u niego cenię. Jakaś Pani Dama w przyciasnym makijażu i Młody, który powinien mieć wpojone więcej zasad dobrego wychowania i bycia dobrym; wywołany strach, że nie tylko tych dwoje tak ma. Wrażenie, że w chwili zmierzenia z Panią Damą młody (też) Tomek upodobnił się do Młodego.

Każda próba stworzenia czegoś ku pokrzepieniu serc kończy mi się na nieszczerym zamyśleniu, zniechęca. Tak to jest, myślę. Wysypałam z koszyczka wszystkie skarby, schowałam do torby razem z widelcem o pięknym, drewnianym uchwycie i pisałam jej, że się spóźnię, czy ma czas na lekcję, może chce przełożyć na za tydzień, zapomniałam przestawić zegarka, jak jakaś Mł(?)ynarka albo Młokos. Wstyd mi, chyba dlatego tak bardzo przeżywam, chcę być Dobra!
Dawno temu ustaliłam sobie sama ze sobą, że jedną z wielu niezależnych ode mnie okoliczności jest pojawianie się co jakiś czas kogoś, przy kim się poruszam. W przeciwieństwie do reszty czasu, w którym poruszam się tylko pozornie, lub chaotycznie- mało Dobrze.

Ludzi bać należy się najbardziej! Zwłaszcza, gdy chodzi o Ciebie lub mnie. Nie mów, że ze wszystkimi się dogadasz, nie wszystkich da się dostawić do ogółu, przeciez potrzebują różnych rzeczy, a chyba potrzeby są głównym motorkiem wszelkich działań. Od czasu do czasu wydaje mi się, że popełniam okropną zbrodnię dzieląc ludzi na pochodzących ze wsi i z miasta, na razie przyjmijmy to w ten sposób. Tłumaczę to sobie tak, że wykonana praca i wyrzeczenia dają możliwość patrzenia rozsądniej i ogólnie lepiej. Ludzie, których się boję, to Ci, którzy wyrzeczeń nie organizowali sobie nigdy. Wiejskich dzieciaków się boję. miejskich dzieciaków trochę bardziej, a miejskich dzieci zupełnie nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz